//////

Nawiasem mówiąc, znam ten problem z własnego doświadczenia: w trakcie studiów – podczas tak zwanej praktyki terapeutycznej, a przynajmniej w kilku pierwszych spotkaniach z rodzicami i dziećmi – towarzyszą nam doświadczeni specjaliści. Jak prawie każdy „nowicjusz” próbowałam w trakcie kolejnych rozmów terapeutycznych natychmiast wykorzystać w praktyce dobre rady i propozycje moich nauczycieli. Ale zamiast oczekiwanego i wytęsknionego sukcesu czekała mnie zawsze porażka, ponieważ także terapia jest swoistym związkiem między ludźmi. A dziecko, któremu miałam pomóc w ramach terapii, natychmiast wtedy odczuło, że moje słowa i zachowanie tak naprawdę wcale nie były moje, to znaczy, że nie zrodziły się z mojego wnętrza, lecz były czymś wyuczonym i przejętym od innych. Przyjrzyjmy się następującemu przykładowi: Pani Sowińska przeczytała, że dobrze by było, gdyby regularnie bawiła się ze swoimi synami (w wieku dwóch i pięciu lat). Chociaż nie znosiła takich zabaw, zmuszała się do nich. Za każdym razem jednak dochodziło do kłótni, ponieważ dzieci wyczuwały, że ich matka nie uczestniczy w zabawie całym swoim sercem, lecz że robi to tylko dlatego, by nie zaniedbywać swoich obowiązków i być „dobrą” matką.

Leave a Reply