//////

Na szczęście pan Bernat coraz bardziej mi ufał i w trakcie terapii mógł na nowo przeżyć wiele swoich dziecięcych tragedii i rzeczywiście je przezwyciężyć. A przy tym uświadomił sobie podobieństwa w swoich zachowaniu w stosunku do własnego syna. Pod koniec terapii rany ojca były tak dobrze zaleczone, że nie musiał on już „mścić” swoich tłumionych i nie wylanych łez duszy. „Zrozumiał” zakorzenioną głęboko z dzieciństwa wściekłość na swoich rodziców. Kontrolował ją w stosunku do syna; karał go już tylko wtedy,  gdy rzeczywiście tego chciał i kiedy nie panowały nad nim podświadome, poważne rany i towarzysząca im nienawiść. Bez zastanowienia wykorzystujemy nasze dzieci, aby ochronić siebie samych przed wybuchem dziecięcych łez duszy. Jest to zrozumiałe, ponieważ któż zgodziłby się dobrowolnie, by przypominano mu wciąż o przeżytych cierpieniach? Tragiczne w tym wszystkim jest jednak to, że nasze „wtrącone do lochów duszy demony” odnajdują nas znowu w naszych dzieciach. To właśnie one są „zwierciadłem”, czy tego chcemy, czy nie. Dlatego też rodzice powinni szukać kluczy do swoich tajemnych „komnat” duszy, jeśli tylko zauważą, że ich dzieci z jakiegoś powodu cierpią.

Leave a Reply