//////

635282449465143865

Rozmawiałam z osobą, która wolała raczej życie w samotności, niż ryzyko zaufania komukolwiek. Obawiała się, że jeśli kogoś obdarzy zaufaniem, nieuchronnie spowoduje to jej cierpienie. „Kiedy okaże się, że ich potrzebuję, wtedy nie będzie nikogo – mówiła. – Obawiam się rozczarowania”. Takimi właśnie słowami osoba ta starała się zapanować nad swoimi wewnętrznymi potrzebami. Grożące jej – jak twierdziła – rozczarowanie mogłoby jedynie rozniecić ból serca, które już było w stanie rozdarcia. Formą zatem obrony, którą przyjęła było zupełne unikanie sytuacji, z którymi wiązało się ryzyko ponownego zranienia. Ze złością reagowała na każdą próbę zbliżenia się do niej. Skutkiem była jej izolacja i samotność. Mechanizm taki działał w psychice tej osoby bardzo długo, stał się nawykiem, pewnym sposobem na życie, który jej samej wydawał się całkiem rozumowo uzasadniony. W końcu żadne dziecko raz sparzywszy sobie rękę w ogniu nie włoży po raz drugi palców w płomienie.

Leave a Reply