//////

Kiedy dusza dziecka płacze

Również ojciec czerpał korzyści z odrodzonego rozwoju w rodzinie. Żona „zaraziła” go swoją nową aktywnością i obudziła w nim pragnienia bardziej radosnego, także w kontaktach seksualnych, wspólnego życia, które ostatnio w dużym stopniu ukrywał pod płaszczykiem obowiązków zawodowych. W tym przykładzie szczególnie podkreśliłam rolę matki, ponieważ jest to, niestety, wciąż jeszcze typowy problem kobiet, które zbyt często rezygnują z własnych marzeń. Chcąc powtórzyć swoje własne działania, matki oczekują więcej dopasowania się od córek niż od synów, którym przyznają jest większe prawo do rozwoju i realizowania swojej indywidualności w życiu. Byłoby jednak błędem wnioskowanie, że jąkanie się dziecka zawsze musi być związane z opisanym powyżej problemem. Za każdym razem podkreślam na nowo, że wszystkie przypadki są absolutnie inne i wymagają zupełnie różnego podejścia.

Ale w jej rezultacie odkryła, iż ma swoje własne pragnienia. Były one tak głęboko ukryte, że nie mogła świadomie znaleźć do nich dostępu. Jej dusza zamroziła dziecięcą aktywność i niezwykle zindywidualizowaną kreatywność w wielu nie wylanych łzach. Im bardziej jednak mogły „odtajać” jej wewnętrzne potrzeby, tym silniej odkrywała swoje zamiłowania i uzdolnienia malarskie. A córka ujawniła nagle prawdziwy zachwyt muzyką.
Sabina wyczuwała podświadomy smutek matki i naturalnie cierpiała z tego powodu, że matka starała się wtłoczyć ją w podobny pancerz. Ponieważ za murem jej przesadnego dopasowania kryła się podobnie uzdolniona dziewczynka, która pod wpływem tego konfliktu cierpiała tak samo jak jej matka. Dopiero jąkanie się dziewczynki zwróciło uwagę obu na ich ukryte, wewnętrzne bogactwo. Matka i córka cieszą się obecnie – uwolnione od swoich wewnętrznych pancerzy – że mogą wspólnie realizować swoje zainteresowania i rozwijać talenty.

W takim przypadku dzieci przeżywają miłość jako więzienie; dodatkowym utrudnieniem jest dla nich to, że nie potrafią znaleźć równowagi między różnymi interesami. Najczęściej doświadczyły samych siebie jako zwycięzców bez walki. W przedszkolu lub w szkole dzieci te podporządkowują sobie innych, ponieważ nie mają zamiaru zrezygnować bez walki ze swoich interesów, a większość z nich w zdobywaniu przewyższa o niebo tych, którzy mają „poświęcających się” rodziców. Dzieci te majączęsto trudności z nauką, ponieważ dotychczas zawsze polegały na matce, która wszystko za nich zrobi. Nie miały dotąd okazji nauczyć się dojść do czegoś samodzielnie, wytrzymać dużego wysiłku i dzięki poczuciu własnej wartości ufać w to, że poradzą sobie nawet w trudnych sytuacjach. To, że ojców również dotyczy ta problematyka, ilustruje poniższy przykład: Siedmioletniego Mateusza zgłosili do mnie na terapię rodzice, ponieważ od sześciu miesięcy moczył się w nocy, a pediatra nie mógł stwierdzić żadnej choroby.
W trakcie rozmów z rodzicami wkrótce okazało się, że przed trzema laty ojciec zrezygnował z nowej pracy w innym mieście, chcąc zaoszczędzić żonie i synowi trudów przeprowadzki oraz konieczności wprowadzenia zmian.

Oczekiwana wdzięczność za wszystko to, „co dla ciebie zrobiłam”, jest odbierana jako rachunek, który utrudnia zaakceptowanie „dobrych uczynków”, ponieważ dzieci – jak również i dorośli – odczuwają, że w tej sprawie jest jakiś podstęp. Prawdziwą wdzięczność dziecko okazuje wtedy, gdy może przekazywać wolną od wszelkich wartości miłość. A taka miłość rodziców w stosunku do ich dzieci wyraża się – co już wielokrotnie podkreśliłam – w stworzeniu dziecku możliwości uniezależnienia i usamodzielnienia się. Przyczynę cierpień dziecka stanowi często związek z poświęcającą się matką, jak i poświęcającym się ojcem, którzy przecież wszystko robią z miłości i chcą tylko dobra swojego dziecka, „zapominając” przy tym o własnych pragnieniach. Dzieci takich rodziców nie mogą oderwać się z radością i swobodą od swoich rodziców. Czują się w swoim wnętrzu pęknięte, targane sprzecznością między własnym rozwojem, wymuszoną zależnością i pełnym wdzięczności przywiązaniem. Odczuwają powstającą pustkę we wnętrzu matki, która oddała im wszystko. Jak dziecko może się nauczyć być szczęśliwe, skoro nie potrafią tego jego kochani rodzice?

Przyczyna tkwi często w przesadnej postawie ofiarności rodziców. Jak czulibyście się Państwo jako dorośli, gdyby najlepsza przyjaciółka, najlepszy przyjaciel, partner, czy partnerka wciąż poświęcali się dla Państwa? Gdyby spełniali każde życzenie, natychmiast po jego wypowiedzeniu?
Większość ludzi ogarnęłoby z pewnością tak ciężkie i obciążające poczucie winy, że odsunęliby się „niewdzięcznie” od zbyt szlachetnych ofiarodawców. Nasze dzieci nie mogą się jednak odsunąć; mogą jedynie na swój sposób protestować przeciwko przesadnej szlachetności i ofiarności, aby odciążyć się od własnego poczucia winy. Proszę pomyśleć, jak dziecku przy pozornie tylko „kochanej i kochającej” matce – musi być trudno reprezentować własne interesy i być w zdrowym stopniu egoistycznym. Czuje się ono złe, niewarte miłości i niewdzięczne. Doświadcza tego, że miłość polega na rezygnowaniu z własnego szczęścia na rzecz innych. Czy można to uznać za pożądane doświadczenie? Z pewnością nie, ponieważ w ten sposób miłość staje się ciężarem, który ogranicza i blokuje własny rozwój, zamiast go wspierać.