//////

Historia

Mówi się, że studia zabijają pasję. Czy to prawda? W pewnym sensie tak, przynajmniej w Polsce. Mnóstwo zajęć teoretycznych, a niewiele praktycznych, wykładowcy znudzeni i jakby niewierzący w to, co sami przekazują, kiepskie metody nauczania, nudny program zajęć – wszystko to sprawia, że uczelnie wyższe w Polsce rzeczywiście potrafią zabić zapał młodych ludzi, nie tylko chcących zdobyć wykształcenie i fach w rękach, ale także pragnących rozwinąć swoje zainteresowania, swoje pasje, słowem: pragnących rozwinąć swoje człowieczeństwo.

Aby szkolnictwo wyższe nie zabijało w młodych ludziach pasji, potrzebne są gruntowne zmiany. Pierwszą i najważniejszą z nich powinna być zmiana w kadrach wykładowych. Kryteria, którymi kieruje się przy dobieraniu wykładowców, powinny zostać udoskonalone – na katedrach uczelni powinni zasiadać ludzie z prawdziwą pasją, chcący poświęcić danej dyscyplinie całe życie. Dzięki temu zaszłaby bowiem szansa, że i w młodych ta pasja zostałaby zaszczepiona. A tak, jak mówi znane powiedzenie, ryba psuje się od głowy.

Pracujemy coraz dłużej, walczymy o coraz większe pieniądze. Potrzebujemy rozwijać się i podnosić kwalifikacje. Lekcje angielskiego przez skype to dobry sposób na zyskanie wiedzy – każdy uczy się solidnie, rzetelnie, dobrze, a lektora ogląda na monitorze komputera. Umawia się o określonej godzinie, płaci za lekcję i uczy się tego, co jest najważniejsze. Lekcje języków obcych – nie tylko angielskiego – za pomocą komunikatora internetowego skype to hit naszych czasów. Od kilku lat biją rekordy popularności. Jakość takich zajęć jest wysoka, a klienci uczą się jak szaleni. Dzisiaj ciekawe lekcje języka angielskiego to na pewno podstawa, można podjąć naukę i nie obawiać się, że klientowi nie uda się takich lekcji zamówić. Lektorów uczących za pośrednictwem skype przybywa, jest ich coraz więcej. Na pewno warto takie lekcje zamawiać i cieszyć się ich wysoką jakością, a rzetelność nauczyciela jest gwarantowana – słabi lektorzy szybko wypadają z polskiego rynku, dlatego pozostają do wyboru prawdziwi profesjonaliści w dziedzinie nauczania. 

Adolf Hitler rozpoczął wojnę z Polską wydając rozkaz ostrzelania polskiej bazy na półwyspie Westerplatte przez pancernik Scheswig-Holstein 1 września, 1939 roku. Wydarzenie te, bierze się za początek drugiej wojny światowej. Polska, źle przygotowana do walki z tak potężnym przeciwnikiem bardzo szybko została zajęta przez wojska niemieckie. Warszawa broniła się prawie miesiąc, a ostatnie walki odbywały się jeszcze na początku października. Niemcy dążyli do całkowitej germanizacji podbitych terenów, powstała słynna Volkslista. Ludzi którzy nie chcieli jej podpisać, czy też nie pasowali do modelu germańskiego przesiedlano bądź umieszczano w obozach. Ich majątki zagrabiano, a do pustych mieszkań wprowadzały się rodziny niemieckie. Wprowadzono niemiecką walutę, przeorganizowano administrację oraz sądownictwo. Panował terror, gdyż wojska okupacyjne organizowały łapanki, wywózki do pracy przymusowej, niszczono polską kulturę.

Walka powstańcza przeciągała się, kolejne dzielnice upadały, inne groziły upadkiem lada chwila. Z zagrożonych dzielnic trzeba było się ewakuować, jednak niektóre były całkowicie odcięte i otoczone prze z siły niemieckie. Zdecydowano się więc wykorzystać kanały. By przez nie przejść trzeba było mieć specjalną przepustkę. Wysiłek powstańcow koncentrował się przede wszystkim na przerzuceniu żołnierzy, mogących wspomóc zbrojnie inne dzielnice. Cywile i ranni mogli iść dopiero po wojsku, co spotkało się z bardzo licznymi protestami, jako, że chodziły słuchy, że ludność cywilną niemcy bezlitośnie mordują. Kanały warszawskie były ciasne, wypełnione wodą. Niemcy, wiedząc, że Polacy wykorzystają ten sposób ucieczki wiele z wyjść zaminowali, bądź zakratowali. Rzucali też do kanałów karbid, który intensywnie wydziela gaz po kontakcie z wodą. Największą taką akcji ucieczki, jest przejście ze Starego Miasta do śródmieścia 2 września 1944 roku. Fragment kanału został odtworzony w Muzem Powstania Warszawskiego.

W ostatnich latach temat Powstania Warszawskiego pojawia się często w twórczości wszelkiej maści artystów. Tak więc grupa Lao Che zasłynęła wydanym kilka lat temu i bardzo dobrze przyjętym krążkiem na którym wszystkie utwory w całości poświęcone są tam przebiegowi tego zrywu. Na płycie mieszają się różne style muzyczne, począwszy od reggae, przez punk rocka, na metalu koncząc. O powstaniu śpiewają też znani hiphopowcy, jak Hemp Gru, WWO czy Kwadratura Koła. Powstają liczne komiksy o tej tematyce. Tomek Bagiński, animator komputerowy, autor między innymi „Katedry” czy „Sztuki Spadania” pracuje nad animacją właśnie o Powstaniu Warszawskim. Warto dodać, że szwedzki zespół powermetalowy (znany w Polsce głównie dzięki piosence „40:1”) nagrał piosenkę zatytułowaną „Uprising” – co znaczy właśnie powstanie. Dobrze, że ten temat pojawia się dzisiaj, w nowej, świeżej formie, gdyż skłania młodych do sięgnięcia po książkę historyczną i dowiadywania się o przeszłości, jakże trudnej zresztą, własnego narodu.

Wszystko wskazywałoby, że dowódcy Powstania Warszawskiego po wojnie powinni zostać odznaczeni. Powinni zostać uznani za bohaterów, obronców narodu. Tak się niestety nie stało. Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich po wygraniu wojny i przejęciu Warszawy, wprowadził swoich agentów, do władz nowo budowanej Polski Ludowej. Władza zaś poczęła osadzać powstańców w wiezięniach, traktując jak zdrajców i oskarżając o działanie na szkodę państwu polskiemu. Rozpoczęły się deportacje na mroźną syberię. Szacuje się, że około 30 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej doznało takich represji powojennych. Jeśli chodzi o ludność cywilną, to w głąb Rosji przesiedlonych zostało prawie 200 tysięcy osób. Wszystko, czego obawiali się Polacy, w związku z wkroczeniem Rosjan spełniło się. Dowódcy powstania Tadeuszowi Komorowskiemu udało się zbiec do Wielkiej Brytani, gdzie pozostał do końca życia. Więc jak uczy nas historia, bohaterskie czyny, nie zawsze przynoszą zasłużoną sławę, a często mogą być przyczyną wielkich tragedii.

Mimo nowoczesnych systemów nawigacji, super technologii używanych przy konstrukcjach wciąż zdarzają się lotnicze katastrofy. Z reguły nowoczesne samoloty problemów technicznych nie mają, najczęściej bowiem katastrofie lotniczej ulegają samoloty tanich linii lotniczych,w dodatku linii funkcjonujących w krajach trzeciego świata. Polskę z punktu widzenia katastrof będziemy zawsze rozpatrywali przez pryzmat Smoleńska i prezydenckiego Tupolewa. To samolot starej generacji, który na pewno budził kontrowersje. Sama katastrofa owego samolotu pochłonęła dziesiątki ofiar, bardziej i mniej zacnych osób związanych ze światem polityki. Oczywiście w tym wypadku trudno mówić, że był to wynik przykrego zrządzenia losu. Na pewno Tupolew nie był samolotem tej ranki, jakim powinien latać prezydent kraju. Żadne linie lotnicze trudniące się przewozem osób na pewno nie pozwoliłyby sobie na posiadanie w swojej flocie powietrznej takiego obiektu. Dlaczego? Samoloty starej generacji nie budzą zaufania, nawet wtedy, gdy przechodzą remont generalny. Toteż często znaczące linie lotnicze inwestują co jakiś czas w nowe samoloty, które gwarantują niezawodność i bezpieczeństwo. Trzeba sobie jednak w tym miejscu uświadomić, że nawet w przyszłości, gdy technika ziemska będzie jeszcze bardziej rozwinięta, to katastrofy powietrzne będą się zdarzały. Bo sprzęt zawsze może zawieść, podobnie jest wszak z samochodami znanymi nam od dziesiątek lat. Tak samo będzie i z samolotami, nie mniej katastrof jest stosunkowo niewiele.

Prezydencki Tupolew budzi kontrowersje. Polska miała takie dwa, jeden rozbił się z Lechem Kaczyńskim w lasach pod Smoleńskiem wzbudzając lawinę krytyki. Wiele dyskutowano, czy to własne tak starym technologicznie i generacyjnie samolotem powinny podróżować głowy państwa. Wydaje się, że stać Polskę na zdecydowanie lepszy sprzęt lotniczy, jeśli nie, to zdecydowanie lepiej byłoby wyczarterować samolot od jednej z wiodących linii lotniczych. Po fali krytyki powrócił do Polski drugi VIP-owski Tupolew. Kilka dni temu wylądował na Warszawskim lotnisku powracając z wielomiesięcznego remontu w Samarze. Sam Tupolew nie jest złym samolotem. Na pewno jego wiek o niczym nie świadczy. Wręczprzeciwnie, jeśli zamontować do Tupolewa nowoczesne narzędzia nawigacyjne, to na pewno można zyskać świetny samolot. Jako że stary generacyjnie, to i mało ekonomiczny, nie mniej jest to maszyna, jakiej nie można spisywać na straty. Na pewno może taki samolot służyć VIP-om, ale czy prezydentowi? Tutaj nie mamy żadnych wątpliwości, Tupolew powinien Polsce służyć, ale głowa państwa musi podróżować sprzętem gwarantującym większe bezpieczeństwo. Polski jako państwa nie stać na kolejną katastrofę i kolejny polityczny bałagan. Stąd też jest powód, by zmienić prezydencki samolot na maszynę nowsza i bezpieczniejszą, taką, której systemy ostrzegawcze i nawigacyjne będą sprawniejsze i bardziej dokładne niźli to jest w przypadku starego, rosyjskiego Tupolewa. I oby nasi politycy spoglądając na samoloty byli bardziej rozsądni, niźli podczas sejmowych obrad.