zzj

Każdy, kto wychował się w rodzinie, w której rodzice uchylali się od swoich obowiązków niedostatecznie otaczali dzieci miłością, każdy taki człowiek cierpi iowodu urazów, jakie wyniósł z dzieciństwa. Osoba ta zdążyła już przez a przyzwyczaić się do problemowej sytuacji, wypracować własny sposób przetrwanie. Z drugiej zaś strony, dziecko, które otaczane było przez iziców miłością, które doświadczało ich fizycznej i emocjonalnej obecno- i normalnego porozumienia, znajdzie wokół siebie tyle miłości i życz- rości, która pomoże zaleczyć większość doznanych urazów, tak że ¡naruszone pozostanie samo wnętrze. Osoba taka z pewnością nauczyła , jak radzić sobie z bólem w naturalny, zdrowy sposób w chwili, gdy jest doświadczany, a zaleczenie następuje spontanicznie i naturalnie. Bowiem nawarstwiające się doświadczenie tłumionego bólu sprawia, że trzeba iekać się do rozmaitych sposobów na przetrwanie i uruchamiać mechanizmy obronne.

635282449465143865

Rozmawiałam z osobą, która wolała raczej życie w samotności, niż ryzyko zaufania komukolwiek. Obawiała się, że jeśli kogoś obdarzy zaufaniem, nieuchronnie spowoduje to jej cierpienie. „Kiedy okaże się, że ich potrzebuję, wtedy nie będzie nikogo – mówiła. – Obawiam się rozczarowania”. Takimi właśnie słowami osoba ta starała się zapanować nad swoimi wewnętrznymi potrzebami. Grożące jej – jak twierdziła – rozczarowanie mogłoby jedynie rozniecić ból serca, które już było w stanie rozdarcia. Formą zatem obrony, którą przyjęła było zupełne unikanie sytuacji, z którymi wiązało się ryzyko ponownego zranienia. Ze złością reagowała na każdą próbę zbliżenia się do niej. Skutkiem była jej izolacja i samotność. Mechanizm taki działał w psychice tej osoby bardzo długo, stał się nawykiem, pewnym sposobem na życie, który jej samej wydawał się całkiem rozumowo uzasadniony. W końcu żadne dziecko raz sparzywszy sobie rękę w ogniu nie włoży po raz drugi palców w płomienie.

resizeCrop

Która jest żoną biskupa Liverpoolu, w swojej książce „An Aspect of Fear” (Przejaw strachu) opisuje taki właśnie mechanizm obronny, który zaczyna działać w sytuacji zagrożenia. „Doświadczenie straty sprawia ból, więc bronimy się przed nim budując zaporę przed sem, który spada na nasze zmysły lub dało, na żyde nasze i naszych skich. Obawiamy się utrarić nawet najmniejszą część z tego, co mamy; mimy się przed zranieniem. Zamiast całą naszą energię poświędć na to, żyć pełniej, zużywamy ją na to, aby przetrwać, zaczynamy myśleć jak eszkaniec oblężonego grodu, który spodziewa się ataku w każdej wili”. Bryce Courtenay napisał zajmującą powieść „The Power of One” rewnętrzna moc człowieka). Przedstawia w niej historię żyda angiel- ego chłopca imieniem Peekay, który wychowywał się w Południowej ryce. W wieku piędu lat chłopca zabierają od ukochanej niani i umiesz- iją w intemade, który przypomina świat dikensowski, panuje w nim nosfera brutalnośd. Od najmłodszych mieszkańców tego miejsca chłop- dzieli różnica wieku dwóch lat, na domiar złego jest jedynym dzieckiem iwiącym po angielsku. Jakoś udaje mu się przetrwać sytuacje, kiedy utalnie odnoszą się do niego pozostałe dzied pod wodzą ich awantur- :zego opiekuna, któremu nadają przydomek „the Judge” (Sędzia), iłopiec przetrwał dzięki swoim psychicznym mechanizmom obronnym. Pod koniec powieśd dorosły już Peekay wspominając, jak bronił się zed nieprzyjazną atmosferą internatu, swój mechanizm obronny określa co „kamuflaż” albo „zewnętrzną powłokę”.

images

Wspólnym doświadczeniem nas wszystkich jest to, że przychodzimy na riat nieprzyjazny i niedoskonały jako małe, bezbronne dzieci. Wszyscy idzimy się z naturalną skłonnością do grzechu. Mimo to dziedziczymy po idzicach określone tendencje osobowościowe i charakterystyczne cechy, niepowtarzalna osobowość każdego z nas sprawia, że nie sposób znaleźć rugiej identycznej osoby.Nie sposób również, nawet, gdy ma się najlepsze chęci, uchronić dziecka •zed czekającymi je w życiu frustracją i rozczarowaniem. Niebawem nowo irodzone dziecko poddane zostanie doświadczeniu bólu. Być może dla go jeszcze bardzo wrażliwych uczuć poważnym doświadczeniem od- ucenia będzie to, że przez dłuższy czas zostanie pozostawione samo, aczące. Może ten czas będzie dla niego zbyt długi do zniesienia. Może atka niewystarczająco czule wyraża swą miłość, a dziecko ciągle głodne st jej dotyku. Może cierpi z powodu ojca, który jest przemęczony nękany przez depresję. Może nieodpowiedzialni rodzice nie karmią decka. W taki, czy inny sposób mały człowiek odczuwa ból, dlatego że go potrzeby są niezaspokojone lub zaspokojone są tylko częściowo, ierpienie mogą też powodować w sensie fizycznym brutalni rodzice.

9a198eac3b8797ea80498f670529bd1a

Podenerwowana młoda dziewczyna siedziała w naszym pokoju gościnom. Wiedziałam, co powie, już zanim otworzyła usta. Przez całe miesiące, edy spotykałam ją podczas nabożeństw w naszym kościele, obserwowani jej rosnące zażenowanie. W 1981 roku w naszej wspólnocie miało iejsce inspirowane przez Ducha Świętego odrodzenie. Wiele osób przyję- ten fakt z zadowoleniem, byli jednak również tacy, którzy w nowych colicznościach czuli się bardzo nieswojo, którzy woleliby, żeby nabożeńwa powróciły do dawnej formy, w której czuli się bezpiecznie, kiedy dało ę przewidzieć bieg wypadków. Do nich należała Jean, która właśnie do is przyszła. Mówiła, że kiedy Bóg z mocą objawiał swoje działanie pośród gromadzonych osób, pospiesznie wychodziła z kościoła. Miała wrażenie, i zaczyna się dusić i po prostu musiała uciekać. Po pewnym czasie jednak, edy przemiany w życiu uczestników tych spotkań przekonały ją o fak- cznej interwencji Pana Boga, zapragnęła sama uczestniczyć w tych wydarzeniach.

images (1)

Sprawiają one, że „wtrącone do lochów naszej duszy demony” ponownie ożywają. Jeśli nie jesteśmy gotowi rozpoznać w nich naszych własnych straszydeł, a zamiast tego będziemy je zwalczać w naszych dzieciach, wtedy ich dusza będzie cierpieć, a my w nich, i z nimi. Jedna z moich małych pacjentek wyraziła to uczucie na obrazku: namalowała siebie samą siedzącą w klatce, do której klucz leżał na zewnątrz, poza zasięgiem jej dłoni. Pokazała ona w ten sposób, że jej rodzice nie byli gotowi szukać zagubionego klucza albo przyjąć pomocy w tych poszukiwaniach. Jako dorośli mamy wiele możliwości i o wiele więcej siły, by zaleczyć nasze rany i pożegnać się z naszymi dziecięcymi oczekiwaniami. Nasi rodzice, od których jako dzieci oczekiwaliśmy „idealnej” miłości, jakiej wciąż jeszcze pragniemy, mogąujawnić się nam jako osoby, które w swoim życiu musiały walczyć ze łzami swej duszy, i dlatego dali nam tyle miłości, ile potrafili. Nie ponoszą za to winy, tak samo jak my, jako rodzice, nie jesteśmy temu winni. Jeśli pojednamy się z naszymi rodzicami, wówczas sami staniemy się matkami i ojcami, którzy są świadomi zarówno swoich słabości, jak i siły. W ten sposób stajemy się „najlepszymi rodzicami na świecie”.

l_1353929a97bff9a0bd5a0453e6371ed7ddc

Jeśli jednak rodzice przeoczą te znaki, albo nie potrafią ich jeszcze zrozumieć, powinni dobrze zapamiętać, że wszystkie choroby służą temu, by zmienić związek rodziców – są one wyrazem ostatniego krzyku rozpaczy o zrozumienie. Są oznaką tego, że dziecko przeżywa zbyt poważny konflikt między własnymi uczuciami, pragnieniami i lękami oraz tymi u jego rodziców. Oni bowiem utracili już swoje pierwotnie żywe uczucia i dlatego też zastygli nieruchomo w swoim wnętrzu, co uniemożliwia im otwarty dostęp do duszy ich dziecka, ponieważ prowadzi on poprzez własną duszę, a droga do niej jest u nich zablokowana. Jak mogliśmy się przekonać, przyczyny ukrytych łez duszy dziecka tkwią – uwzględniając różnorodność wszystkich przypadków – w dziecięcym przeżywaniu utraconej lub wytęsknionej miłości. Ból i smutek, podobnie jak i tęsknota za tą wszechogarniającą, „idealną” miłością, zostały stłumione i ukryte w tajemnych komnatach podświadomości.

avatar_1919_page

Każdy z nas ma swoją własną historię życia i przekazuje ją dalej w mniejszym lub większym stopniu. Nikt nie może być perfekcyjny, co nie byłoby również pożądane. Cierpienia, jakich rodzice przysparzają wciąż swoim dzieciom, są w zasadzie nie do uniknięcia; nie przyczynią się do duchowych chorób dzieci, jeśli tylko uważnie wysłuchamy ich protestu. Wszystkie te częściowo bardzo poważne choroby duszy mają swój początek i pierwsze sygnały. Dzieci zawsze próbują wyrazić swoje uczucia najpierw w sposób bezpośredni. Dopiero wtedy, gdy wielokrotnie doświadczają, że natrafiają na głuche uszy i niewidzące oczy rodziców, a nawet że zostają ukarane, gdy uzewnętrzniają swoje odczucia, dusza zaczyna chorować. Jest to wołanie o pomoc tonącego statku, który nie może już przeciwstawić się gwałtownemu sztormowi, i któremu grozi pójście na dno. Jeżeli zrozumiemy te początkowe sygnały jako apel do naszej własnej duszy, wtedy nie muszą nastąpić tragiczne powikłania.